wtorek, 9 października 2012

Rozdział VI



Był początek sierpnia. Leżałem na swoim łóżku ledwo żywy przez upał, który każdą szczeliną wdzierał się do domu. Przed chwilą skończyłem pić czwartą szklankę schłodzonej wody z sokiem. Ale to nie ważne. Upał czy nie upał zaraz będę musiał zacząć się pakować bo w końcu tego dnia miałem pojechać do domu Jamesa, który organizował jakieś przyjęcie. Nie mogłem się doczekać, miesiąc bez przyjaciół to stanowczo za długo.
- Remus! Pamiętaj by spakować podręczniki i szatę!
Usłyszałem głos matki, która wołała do mnie z parteru. Mój pokój znajdował się na piętrze, reszta pomieszczeń była na dole. Podniosłem się powoli i przetarłem trochę zaspane od tego leżenia oczy. Podszedłem do swojego kufra i zajrzałem czy jest tam wszystko co potrzebne. Podręczniki, szata, tiara, kociołek, eliksiry wzmacniające i potrzebne ingrediencje. Różdżkę miałem zawsze przy sobie. No..podczas kąpieli i spania zostawiałem ją w szafce w biurku.
Dorzuciłem do walizki jeszcze trochę mugolskich ciasteczek i czekolady, które kupiłem jakiś czas temu i jeszcze nie zjadłem po czym wziąłem kufer i wesołym krokiem zbiegłem na dół.
- Jestem gotowy - z szerokim uśmiechem na twarzy wbiegłem do kuchni by zapewnić o tym rodziców.  Oboje uśmiechnęli się do mnie. Ojciec odłożył na bok gazetę, którą właśnie czytał.
- No to możemy ruszać w drogę. Odwiozę cię na peron, tam mieliście się spotkać?
- Tak tato, ojciec Jamesa po nas przyjedzie - wziąłem bułkę, która zrobiła dla mnie mama na drogę.
- Tylko pamiętaj żeby się kulturalnie zachowywać, kąpać i myj zęby - mówiąc to miała typowo matczyny wyraz twarzy: połączenie troski i rozkazu. Zaśmiałem się cicho.
- Przecież wiem, mam już piętnaście lat!
- Dla mnie zawsze będziesz moim małym synkiem - zmierzwiła mi włosy jak małemu chłopczykowi, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało. Lubiłem tę jej czułość i to jak mnie traktowała. Możnaby pomyśleć, że jest nadopiekuńcza i  nie rozumie, że nie jestem już małym dzieckiem, ale to nie prawda. Ona doskonale zdaje sobie z tego sprawę i dlatego jej zachowanie względem mnie jest takie...kochane.
Poczekałem jeszcze aż mój ojciec ubierze buty i wyszliśmy na zewnątrz co wbrew pozorom nie było takie łatwe bo mama co rusz przypomniała sobie o jakimś szczególe, który musi mi powtórzyć. A to o pilnowaniu się, a to o chodzeniu w miarę wcześnie spać, bym wszystkich pozdrowił i długo by jeszcze wymieniać. Mimo mej miłości do matki odetchnąłem ulgą gdy zasiadłem w aucie.



Dom Jamesa wyglądał fenomenalnie. Miał dwa piętra, a do tego wielki i przepiękny ogród. Pokoi było bardzo dużo. Mniejszych, większych, mniej i bardziej bogato wypełnionych. Nie myślałem, że ludzie mogą mieszkać aż tak bogato. Ale czego mogłem się spodziewać? James był czystej krwi czarodziejem, a tacy zawsze mają łatwiej. Mój ojciec co prawda też był czarodziejem czystej krwi, ale nie powiodło się mu w życiu aż tak dobrze jeśli chodzi o pieniądze. W każdym innym aspekcie odniósł jednak sukces. No..pomijając sprzeczkę z Fenrirem Greybackiem przez, którą moje życie wywróciło się do góry nogami. Czasem w nocy śnił mi się ten dzień. Było to jesienią. Pamiętam dokładnie jak często wychodziłem z domu by pobawić się zgarniętymi w kupkę przez tatę liśćmi. Wskakiwałem w nie śmiejąc się od ucha do ucha, albo próbowałem wykopać w nich jaskinię dla swoich pluszaków. Tamtego dnia siedziałem w swoim pokoju i bawiłem się kiedy doszło do mnie, że mój ulubiony pluszak został na dworze. Było już ciemno, późna noc, ale wtedy się nie bałem. Wtedy noc i ciemność nie były dla mnie straszne. Zbiegłem powoli na dół po schodach, ojciec uciął sobie drzemkę, a mama czytała książkę. Nie chciałem im przeszkadzać więc sam cichutko wyszedłem na dwór. Spojrzałem w niebo. Doskonale pamiętam srebrzysto-złotą tarczę Księzyca. Jakiż on wydał mi się wtedy piękny. Ale na tym kończą się szczęśliwe wspomnienia. Po tym zaczyna się mój koszmar, który powraca co jakiś czas i atakuje mnie w najmniej spodziewanym momencie. Ten warkot podobny do wilczego lecz o wiele straszniejszy, te zółte i świecące w ciemnościach niczym dwie latarki oczy i białe wielkie kły wbijające mi się w skórę. I ból..przeraźliwy ból, przez który myślałem, że umrę. Rodzice wybiegli słysząc mój krzyk, ale było za późno. Wilkołak wbił kły w moje ramię. Miałem wtedy tylko cztery lata..prawie mi odgryzł rękę. Uciekł nim ktokolwiek zdołał jakkolwiek zareagować. Ale ojciec wiedział kto to był. Wiedział dlaczego ten potwór mnie ugryzł i przysporzył mi wiecznych cierpień. Ledwo przeżyłem tamtą noc. Wszystko mogło się wtedy zakończyć...
- W porządku? - usłyszałem nieco zatroskany głos Syriusza. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że zatrzymałem się w drodze do pokoju Jamesa i patrzyłem na obraz przedstawiający samotną łódź na nocnym jeziorze. Wpatrywałem się w namalowany Księżyc.
- Tak, tak..trochę się tylko zamyśliłem - uśmiechnąłem się do przyjaciela chcąc go uspokoić i dodać sobie otuchy.
- Chodź. Zobaczysz jak żyje James - Syriusz poklepał mnie po ramieniu i zaprowadził do Jamesa bo ten wraz z Peterem już do niego weszli.
Tak jak się spodziewałem pokój bruneta był równie bogaty jak reszta domu. Widać było, że meble zrobione zostały z dobrego, ładnego i na pewno drogiego drewna, ale mimo kunsztowności owych mebli to nie one przyciągały największą uwagę lecz wiszące wszędzie gdzie się tylko dało ruchome plakaty z zawodnikami quidditcha. Przyglądałem się im i wstyd przyznać, ale żadnego z nich nie rozpoznawałem. Na jednej ze ścian, zawieszona na specjalnych podpórkach wisiała miotła Jamesa. Na biurku leżało pudełko z przyborami do czyszczenia mioteł, a wyżej, na półce, stało mnóstwo książek o quidditchu. Widać, że mój przyjaciel to prawdziwy maniak.
- Nie zapraszałem nikogo oprócz nas. Myślałem o Lily, ale...skoro odmówiła mi wtedy na peronie to do tego czasu pewnie nie zmieniła zdania - James padł na łóżko i rozłożył się na nim wygodnie.
- No i dobrze~ Nie potrzebne nam takie wygadane paniusie - Syriusz padł obok niego..w sumie na niego co niezbyt spodobało się okularnikowi.
- Ile razu mam ci powtarzać byś się na mnie nie uwalał! - brunet przewrócił się na bok tym samym zrzucając nieszczęsnego Syriusza z łózka. Ja i Peter tylko się cicho zaśmialiśmy z nich po czym podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie. Cały ogród spowiła ta dziwna mgła, którą widziałem wracając do domu z Hogwartu. Wpatrywałem się w nią jak zahipnotyzowany. Była biała i choć jej nie dotykałem miałem wrażenie, że mógłbym ją chwycić i wziąć sobie trochę. wiła się w dziwny sposób przybierając czasem kształty zbliżone do konkretnych istot lub rzeczy. Zupełnie jakby coś chciało się z niej wydostać. Wyostrzyłem nieco wzrok. bo w którymś momencie wydało mi się, że coś widzę. Jakiś ciemny punkt przedzierający się przez ową mgłę. to coś zbliżało się do domu i przybierało coraz bardziej ludzki kształt. Gdy podeszło dostatecznie blisko byłem już pewny, że to człowiek. Skryty w ciemności i mgle bo nie widziałem ani jego twarzy ani chociażby ubrań. Ciarki mnie przeszły..scena jak z horroru.
- James..ktoś chyba się kręci po twoim ogródku.. - zerknąłem w stronę rozgadanych przyjaciół,  którzy w tej chwili umilkli i podeszli do okna. Patrzyli na to co się działo na zewnątrz równie zszokowani co ja.
- No pogoda nie zachęca.. - Syriusz miał wyjątkowo jak na siebie zaniepokojony głos.
- Stoi tylko. Może to jakieś drzewo? W sumie nie widać twarzy ani nic no i się nie rusza - James poprawił okulary. To coś, czymkolwiek to było, rzeczywiście zastygło w miejscu, a ja miałem dziwne i niezbyt przyjemne wrażenie, że wpatruje się w nas i niemal świdruje całą naszą czwórkę wzrokiem. Nie mogłem tego znieść i odsunąłem się od okna siadając na łóżku.Zaraz potem zrobiło to pozostała trójka, a James zasłonił okno. I właśnie w tym momencie wszystkie świeczniki w pokoju zaczęły powoli gasnąć aż płomienie zniknęły i nastała całkowita ciemność. Był co prawda wieczór, ale to nie było możliwe aby za oknem panował taki mrok. Wszyscy zaczęliśmy się nerwowo rozglądać po pokoju i wtem za oknem rozbłysło zielone światło. Usłyszeliśmy huk. W czwórkę zgromadziliśmy się przy oknie, ale zobaczyliśmy tylko wszechobecną gęstą mgłę. Tamta tajemnicza postać zniknęła.
- Co się tu do diabła dzieje...? - Syriusz miał drżący głos. Wyraźnie się przestraszył, a przecież on był najdzielniejszy z nas wszystkich. Peter już się zalewał łzami łkając cicho. Poczochrałem go po głowie by dodać mu otuchy. Przez resztę dnia żadne z nas nie odezwało się ani słowem.


Impreza została odwołana. Żadne z nas nie chciało się bawić, gdy następnego ranka okazało się, że rodzina mieszkająca na przeciwko domu Potterów została zamordowana. Była to dwójka mugoli, którzy mieli syna czarodzieja. Policja oczywiście nie zdołała niczego ustalić bo dla mugolskich lekarzy cała trójka zginęła śmiercią naturalną. Ministerstwo magii było innego zdania. Dla świata czarodziejów zginęli oni ugodzeni zaklęciem niewybaczalnym: Avada Kedavra. Za użycie któregokolwiek z trzech zaklęć niewybaczalnych szło się z miejsca do Azkabanu jednakże nie było żadnych śladów po sprawcy, żadnych. Nie zdołali ustalić z czyjej różdżki zostało rzucone zaklęcie, ani tym bardziej dlaczego w ogóle zostało rzucone. Tego dnia wypytywano nas kilka razy. Najpierw jedna mugolska policja, potem druga, a potem ministrowie. Albo raczej ludzie przez nich wysłani. Rodzice Jamesa nie wiedzieli o niczym, my nie powiedzieliśmy o mgle i o tej postaci ze strachu, że jeszcze nas z czymś powiążą. Chociaż w głębi duszy czułem, że trochę źle robiliśmy.
Zjedliśmy obiad w kompletnym milczeniu, a potem całą czwórką zamknęliśmy się w pokoju. Każdy z nas rozmyślał o tym co się stało.
- Mieliśmy szczęście.. - dopiero Syriusz przerwał tę ciszę. Wszyscy popatrzyli na niego pytająco - No bo..ktokolwiek to był, był najpierw tutaj. Na terenie posiadłości Jamesa. I nie wiem jak wy, ale ja mam wrażenie, że nas widział.
- Też odniosłem takie wrażenie - spojrzałem za okno przypominając sobie to niezbyt przyjemne uczucie.
- Macie jakiś pomysł kto to mógł być? No i po co zabijał tamtych ludzi? Jakby to byli czarodzieje to można by pomyśleć, że to rodzinne porachunki, ale tak..? - Syriusz patrzył na nas wszystkich po kolei, ale żadne z nas nie potrafiło mu odpowiedzieć na pytanie. Ja sam zastanawiałem się gorączkowo co to wszystko może znaczyć. Tajemnicza mgła, postać wyłaniająca się z mroku, nagła ciemność, a potem huk, zielone światło i morderstwo. To wyglądało jak początek opowieści lub filmu, w której w ten sposób zaczyna się cała seria tajemniczym morderstw, straszliwych zjawisk i tym podobnych. Innymi słowy horror, dreszczowiec lub thriller...czytałem takie opowieści w wolnych chwilach, których przed szkołą miałem aż za wiele. Żadna z tych opowieści nie obyła się bez ofiar i chyba tylko jedna miała zakończenie, które od biedy można nazwać szczęśliwym.
Czuliśmy, że to nie było zwyczajne morderstwo. Czuliśmy wszyscy, że kryją się za tym jakieś mroczne sprawy i że to morderstwo, które okrutnym zbiegiem okoliczności zdarzyło się akurat w te wakacje, akurat w tym miejscu i akurat w tym dniu było początkiem. Początkiem innych morderstw, innych tajemniczych zdarzeń. Początkiem czegoś czego najprawdopodobniej cała nasza czwórka będzie świadkiem. Albo nawet gorzej...

__________
Kilka słów odnośnie obrazka: nie wiem co to za światełko, ale załóżmy, że nie Księżyc xD

7 komentarzy:

  1. no i się usunął ten cholerny komentarz, no nic, napisze drugi!
    no więc także tego...
    Po raz milionowy napisze Tobie o Twoim stylu, bo po prostu go uwielbiam, jak czytam to wciąga mnie i ciekawi. Opisujesz tak fajnie emocje i uczucia, aż chce się więcej, ale niestety dostaję po jednym rozdziale i tym muszę się nacieszyć...
    Rodzice Remusa...ah.. Aż się uśmiechałem czytając jacy troskliwi są dla niego. To takie urocze~ XD
    A ja już wiem czemu Syriusz się tak na Jamesa rzucił, hehe >DDD (Ale biedni i tak razem nie będą ;_; XD)
    No i też muszę powiedzieć, że uroczy klimat. No, przynajmniej dla mnie, bo lubię horrorowate klimaty. I fajnie opisana retrospekcja. Lubię retrospekcje~
    A co do obrazka to to jest Księżyc, mogłaś przerobić XD
    No i koniec mojego chaotycznego komentarza ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się Twój chaotyczny komentarz podoba~ <3
      Nyah, nyah, nawet nie wiesz jak mi miło czytać, że się podoba to i tamto i siamto~ A nie...w sumie wiesz jak mi miło bo też masz bloga xD Ale mniejsza..klimacik taki raczej zostanie dłuższy czas bo wiesz dobrze, że i ja lubię horrory~ :D Co do Jamesa i Syriusza....może kiedyś tam coś dla Ciebie wespchnę z nimi oboje C:
      I wiedziałam! wiedziałam, że to jakiś taki wyjątkowo świecący Księżyc...ale nie mam w czym przerobić..w SAI'u próbowałam..a o paintcie nawet nie wspominam xD

      Usuń
    2. To się cieszę, że się Tobie podoba XD
      Wiem i domyślam się że długo taki będzie. Ale mnie to tam cieszy, nie wiem jak innych co czytają, o ile czytają XD Ale tak, na pewno ktoś to czyta. Ja podobno miałem wiele fanów, tylko leniom się komentować nie chce =3=
      YAYAAYAAYYAYAYAYAYAYAYYAYAYA <333333333333333333333333333333333
      Trzeba było mi dać do przerobienia XD

      Usuń
    3. Ano. Wyświetlenia się tam jakoś nabijają więc ktoś to musi czytać XD
      Jejku, jaka radość :33 Ale trochę sobie poczekasz no bo musi być klimat i okazja XD Chyba, że tak jak Ty będę też pisał one shoty i napiszę jeden. Hym..zastanowię się xD
      Oj tam, już pal licho...nikt się nie skapnie...xDDDD

      Usuń
  2. Ja czytam ;)
    W sumie zaglądam tu regularnie od dość dawna (jak weszłam 1 raz, był tylko Prolog)i tak mi się to spodobało, że czytam ;)
    Nawet dodałam komentarz w II rozdziale (pytałam o Snape'a) ;D
    A co do tego rozdziału: napisany świetnie (treść, na ortografii sie nie znam xD) :)
    Jesteś po prostu fenomenalna! ;D
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, jak to miło wiedzieć, że mam kolejnego wiernego czytelnika~ <3333 Teraz czuję jeszcze większą motywację do pisania!
      Ale z drugiej strony...no ktoś w końcu musiał nabijać ten licznik xD

      Usuń
  3. Bardzo mi się podoba:) I masz we mnie nową fankę. Zapraszam też do mnie:)

    OdpowiedzUsuń