piątek, 19 października 2012

Rozdział VII




Od wydarzenia, które miało miejsce tuż obok domu jednego z moich najlepszych przyjaciół minęło zaledwie kilka dni, a już zrobiło się głośno. Ale nie dlatego, że wszystkie możliwe stacje telewizyjne i radiowe dowiedziały się o tragedii. Zrobiło się głośno dlatego, że straszne rzeczy były teraz na porządku dziennym. W ciągu tych kilku dni zginęła jeszcze jedna mugolska rodzina z czarodziejskim potomkiem oraz dwóch ministrów. Do tego mgła pojawiała się każdej nocy, gdy tylko zachodziło Słońce. Świat czarodziejów drżał bo nikt nie wiedział co to oznacza. Mugole bali się o wiele mniej jeśliby nawet nie rzec, że w ogóle bo dla nich morderstwa i tajemnicze zgony są na porządku dziennym, a dziwna mgła nie jest niczym niepokojącym. "Bo przecież nie ma czegoś takiego jak złe czary i duchy."
Rodzice Jamesa bali się o niego. Mieli co prawda zabezpieczony w wszelki możliwy im sposób dom, ale mimo to bali się o swego syna. Mogłem się jakoś odwdzięczyć za gościnę  bo, gdy mój ojciec i matka dowiedzieli się co tu zaszło aż nalegali bym przyjechał do domu z przyjaciółmi. "U nas będzie na pewno bezpieczniej niż tam." Taka była podsumowująca wypowiedź mamy w liście przysłanym mi przez sowę. Oczywiście zgodziłem się chętnie, Syriusz nawet chętniej. Rodzice Jamesa natychmiast na to przystali, a i Peter mógł z nami jechać. Jedyne co mnie jeszcze trapiło to fakt, że po drodze będę musiał zaliczyć pełnię. Trzy dni niedyspozycji, jedna noc w morderczym wcieleniu...a to wszystko bez wątpienia przy nich. Rozmyślałem nad tym w drodze powrotnej do domu. Przyjechał po nas ojciec. Oparłem się o szybę i udawałem, że śpię. Na szczęście wszyscy się na to nabrali i przez całą drogę nawet nie próbowali mnie budzić.
Gdy wysiedliśmy było późne popołudnie Słońce grzało bezlitośnie, a na niebie nie było ani jednej chmurki, ani jednego malutkiego chociażby obłoczka. Zabraliśmy swoje rzeczy i weszliśmy do ogródka przydomowego. Mój dom nie robił takiego wrażenia jak dom Jamesa. Był mały z jednym tylko pięterkiem i to na jeden jedyny pokój. Mój mianowicie. W ogródku rosły jabłonie, czereśnie i grusze oraz różnego rodzaju kwiaty, którymi mama kochała się zajmować. Ja z kolei uwielbiam je oglądać siedząc na trawniku, stercie zgrabionych liści, albo bujanej ławeczce. Weszliśmy do środka. Przedpokój nie był duży. Z niego wchodziło się do każdego pokoju w domu. Sypialni rodziców, która prawie zawsze była zamknięta. Ostatnim razem byłem tam gdy miałem pięć lat. Obok znajdowały się drzwi do salonu. Te z kolei zawsze były otwarte. Sam salon był największym pomieszczeniem w domu. Stał tam telewizor, szafa, jakiś regał, oczywiście też kanapa, stolik na herbatę lub kawę, ewentualnie jakieś przekąski do filmu lub poczęstowania gości, stary fotel i kominek. Osobiście w całym tym salonie najbardziej podoba mi się kominek. Zwłaszcza w chłodne wieczory.O kuchni i łazience nie muszę opowiadać. Zwyczajne pomieszczenia ze zwyczajnymi dla siebie urządzeniami. James i Syriusz rozglądali się po domu z zainteresowaniem, które mnie w sumie zdziwiło bo nie sądziłem, że jest tu co oglądać. Ale po chwili zdałem sobie z czegoś sprawę. Przecież u mnie w domu jest dużo mugolskich wynalazków jak chociażby wspomniany telewizor albo telefon. Uśmiechnąłem się delikatnie na myśl o masie pytań jakie na pewno zadadzą mi na temat owych przedmiotów. Rodzice przywitali nas wszystkich z radością. Byli bardzo zadowoleni, że mogą kogoś gościć w domu. Na ogół siedzieli tutaj sami. Przez chwilę zrobiło mi się przykro na tą myśl, ale zaraz mama powiedziała bym zaprowadził przyjaciół na górę, do swojego pokoju. Przytaknąłem i wgramoliliśmy walizki do mojego pokoju. Rozejrzałem się po nim. Łóżko przy oknie, stare drewniane biurko zawalone książkami i pergaminami, kosz z zabawkami, których nie miałem serca się pozbyć, regał na książki, garderoba na ubrania, a na ścianach różne obrazy. Mugolskie więc się nie poruszały.
- Mam tylko jedno łóżko.. - dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę i usiadłem na nim by pomyśleć gdzie moi przyjaciele mogliby spać.
- Eee tam~! Nie musisz główkować gdzie nas ulokować~ - zaśmiał się Syriusz i padł na łóżko - ja tam mogę spać nawet na podłodze. Wszystko mi jedno.
- Na podłodze? Nieee..skombinuję może jakieś materace - wstałem i wyszedłem z pokoju. Na szczęście mieliśmy w domu dwa materace. Chciałem już szukać trzeciego, ale James i Syriusz powiedzieli, że mogą spać razem. Wydawali się zadowoleni z tej opcji więc nie robiłem problemów i od razu się zgodziłem.

Minął kolejny tydzień. Żadne z nas nie wiedziało co się w tym czasie wydarzyło i czy w ogóle coś się wydarzyło. Wszyscy byliśmy zbyt zajęci wygłupami i zabawą żeby oglądać telewizję, a w chwilach gdy dopadało nas zmęczenie i trzeba było odpocząć jakoś niespecjalnie korciło nas do dowiadywania się o niezbyt przyjemnych rzeczach. Poza tym przez te siedem dni ani razu nie pojawiła się przy moim domu dziwna mgła. Mieszkałem z dala od innych czarodziejów i może to było przyczyną. Wszyscy czuliśmy się bezpieczniej i tylko James chwilami zasępiał się zmartwiony o rodziców. W takich chwilach dawaliśmy mu trochę spokoju, a potem wciągaliśmy w nasze zabawy. Pod koniec miesiąca cała czwórką udaliśmy się nad pobliskie jezioro. Ludzie z niego nie korzystali, ale ja nie raz się tu kąpałem i znałem je na tyle dobrze by wiedzieć gdzie będzie bezpiecznie. Rozłożyliśmy się z ręcznikami i zdjęliśmy wszystko aż po same kąpielówki po czym na znak dany przez Syriusza wskoczyliśmy do przyjemnie chłodnej wody. Oczywiście już na samym początku wywiązała się prawdziwa wodna wojna, która została zakończona wciągnięciem Petera pod wodę. Był to niezbyt udany żart Syriusza bo chłopak nałykał się wody i wyszedł na brzeg by odsapnąć po tym przeżyciu. James poszedł za nim coś zjeść, ale ja i Syriusz zostaliśmy.
- Przyjemnie tu u Ciebie. Tak swojsko i spokojnie - czarnowłosy chłopak uśmiechnął się do mnie miło i usiadł sobie na dnie przez co miał wodę po ramiona. Usiadłem obok.
- Tak, wiem. To zalety mieszkania na uboczach miasta gdzie ludzie jeszcze nie wykosili wszelkiej zieleni. A tutaj zawsze lubiłem przychodzić. Zwłaszcza z tatą. Nauczył mnie pływać gdy miałem pięć lat - uśmiechnąłem się rozczulony na to wspomnienie. Syriusz popatrzył na mnie z uśmiechem...ale jakimś takim smutnym.
- Mnie ojciec uczył tylko, że czystość krwi jest najważniejsza i jak powinien się zachowywać prawdziwy czarodziej - skrzywił się delikatnie - oczywiście od samego początku się temu sprzeciwiałem więc w końcu całkowicie mnie olał. Matka też. Najchętniej by się mnie pozbyli, ale pewnie nie chcą sobie robić złej opinii pozbywając się syna.
- Oh..przykro mi to słyszeć.. - spuściłem głowę i zapatrzyłem się w taflę jeziora. Wodziłem po niej palcem, ale na chwilę przystanąłem widząc pod powierzchnią kształt ryby - Syriusz, popatrz.
Chłopak spojrzał i uśmiechnął się szerzej po czym zwinnie złapał rybę za głowę i podniósł ją, a ta zaczęła się miotać i w tym szale uderzyła mnie kilka razy ogonem w policzek co zakończyło się śmiechem z mojej strony.
- Niezły chwyt~! - z brzegu dało się słyszeć głos zadowolonego Jamesa. Obserwował nas wcinając jedną z bułek, które zrobiła nam mama.
- Późno już się robi. Wracajmy lepiej do domu bo jeszcze nas coś zaatakuje - podniósł się i wycisnął wodę z kąpielówek po czym wyszedł wypuszczając najpierw rybę. Patrzyłem jeszcze chwilę jak zwierzę ucieka w popłochu po czym też wstałem i dołączyłem do reszty.

W drodze powrotnej wszyscy byli zagadani. Ja również, ale w pewnej chwili usłyszałem jakiś cichy szept. Zatrzymałem się. Przyjaciele nie zauważyli tego bo akurat szedłem na końcu więc poszli dalej, a ja nasłuchiwałem. Nie słyszałem niczego poza szumem liści i oddalających się wesołych głosów moich przyjaciół. Miałem już sobie pójść kiedy w krzakach dostrzegłem parę żółtych ślepi. Świecących i emanujących grozą. Wryło mnie w ziemię. Już raz widziałem takie ślepia wyglądające z ciemności. Już raz byłem w takiej sytuacji gdy wryło mnie w ziemię. Przełknąłem z trudem ślinę i zrobiłem niepewny krok do przodu. Usłyszałem wtedy warkot, przenikliwy bardziej niż warkot psa czy wilka. Teraz już miałem pewność co się kryje tam w krzakach. Ale to było niemożliwe! Do pełni zostały jeszcze dwa dni, a zwyczajne wilkołaki nie żyją w tym lesie, a nawet gdyby żyły to nie wyszłyby z niego o tej porze. Nie miałem jednak czasu się nad tym zastanawiać. W końcu zacisnąłem pięści i zebrałem się w sobie po czym z całych sił biegłem w stronę przyjaciół. Wilkołak za mną również się zerwał. Słyszałem poirytowany warkot i odgłos ciężkich kroków. Przyspieszyłem jeszcze bardziej z nadzieją, że uda mi się dotrzeć do przyjaciół, ale wtedy zdałem sobie z czegoś sprawę i natychmiast skręciłem w las. Nie mogłem przecież zaprowadzić do nich wilkołaka! Musiałem go zgubić. Albo zaatakować co było bardziej ryzykowne zwłaszcza, że jakąś tam kondycję miałem. Dodatkowo napędzała mnie adrenalina i ogromny strach. Jeśli mnie ugryzie to trudno i tak jestem już wilkołakiem, ale to bydle na pewno zamierza mnie rozszarpać. Czułem coraz większą paniką, już nawet nie wiedziałem, w którą biegnę stronę i gdy odwróciłem lekko głowę chcąc zobaczyć jaki kawałek za mną jest wilkołak potknąłem się o wystający korzeń i wylądowałem na ziemi. Nim zdołałem się pozbierać moich uszu dobiegł odgłos ciężko postawionej łapy. Tuż obok mnie. Ślina tego potwora kapała mi na głowę. Odwróciłem się powoli chcąc chociaż go zobaczyć bo na nic już nie liczyłem. Zobaczyłem wlepione we mnie ślepia i ogromne kły, które nagle skierowały się w moją stronę. Krzyknąłem ze strachu i zamknąłem oczy, ale żaden cios nie nadszedł. Zamiast niego usłyszałem huk i skowyt wilkołaka padającego spory kawałek ode mnie.
- Remus! Uciekaj!
Byłem jeszcze w szoku. Słyszałem ten głos. Tak mi znany..głos Syriusza. Ale sens jego słów nie docierał do mnie. Patrzyłem tylko na podnoszącego się z ziemi wilkołaka i oddychałem głośno.
- Słyszysz?! - popatrzyłem na Syriusza. Biegł już w moją stronę. Ale zaraz..jak on tu przybiegnie to wilkołak na pewno rzuci się na niego. W jednej chwili oprzytomniałem i zerwałem się z miejsca, ale razem ze mną w bieg rzucił się też wilkołak. Nie miał jednak szczęścia bo został znokautowany przez Jamesa i Syriusza jednocześnie. Wpadłem na przyjaciela, który złapał mnie od razu za rami i nic już więcej nie mówiąc pociągnął ze sobą. Co chwilę się odwracałem przerażony, ale nie widziałem wilkołaka. Został w tyle.
Wybiegliśmy z lasu, ale jeszcze się nie zatrzymywaliśmy. Dopiero gdy w oddali widać było mój dom James oparł się ciężko i samotne drzewo i zsunął po nim łapiąc oddech. Peter padł na trawę głową do góry. Był tym przerażony.
- Co to było?! - mimo zmęczenia Syriusz potrafił jeszcze podnieść głos. ciągle trzymał mnie kurczowo.
- Chyba wilkołak... - odpowiedziałem drżacym jeszcze głosem. Serce nadal łomotało się w mojej klatce piersiowej niespokojnie - ale nie mam pojęcia..co on tutaj robi..nie powinno go tutaj być...
Syriusz usiadł ciągnąc mnie za sobą. Złapał mnie jeszcze mocniej jakby się bał, że ta bestia przyjdzie tutaj i mnie porwie.
- To było ogromne..i straszne...miało takie wielkie zęby... - Peter usiadł i skulił się przerażony. James poklepał go po ramieniu.
- Ale dołożyliśmy mu i został sobie tam w lesie. Uhh..chyba będzie trzeba zrezygnować z wypadów nad jezioro - James westchnął. Bardzo mu się spodobało nad tym jeziorem.
Syriusz zacisnął zęby i warknął prawie jak pies niemal mi wbijając paznokcie w rękę, ale nie zareagowałem.
- Wszystkie wilkołaki powinny zginąć! To są potwory..niebezpieczne dla ludzi.. - był wściekły. Widziałem nienawiść w jego oczach i od razu spochmurniałem. Teraz nie byłbym w stanie nic z siebie wydusić - Nienawidzę tych potworów...jak kiedyś takiego spotkam to..
Nie dokończył bo wtrącił się James patrząc na niego ze skupionym wyrazem twarzy.
- Uspokój się Syriusz. Nie ma sensu się teraz nad tym rozwodzić. Nic nie zmienisz - westchnął i podniósł się powoli - chodźmy lepiej do domu.
Przez reszt drogi słyszałem jak James i Syriusz rozmawiają cicho. Czasem doszło do mych uszu słowo 'wilkołak', albo 'potwór', ale nic więcej nie słyszałem. Szedłem po prostu ze spuszczoną głową modląc się by się nie popłakać. Teraz bałem się jeszcze bardziej niż przed chwilą. Ale nie tego, że przyjdzie tu wilkołak i nas zaatakuje. Teraz bałem się, że stracę swych przyjaciół gdy dowiedzą się kim jestem. Bałem się dlatego, że byłem pewny: oni odejdą jeśli się wydam. Nie mogę do tego dopuścić. Jestem potworem..taka jest prawda. I mogę to ukrywać, ale prawda pozostanie prawdą. Może lepiej bym zrobił gdybym w ogóle nie poszedł do Hogwartu? Ale nie..mam prawo do normalnego życia. Przecież powtarzam to sobie od zawsze.
- Wszystko w porządku Remus? - Syriusz zatrzymał się bo zostałem trochę w tyle. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się do mnie tak miło i...tak pięknie. Odwzajemniłem ten uśmiech bo zrobiło mi się dużo lzej na duchu.
- Tak. Nic mi nie jest - podbiegłem do niego i zaraz poczułem jak czochra mi włosy z tą swoją przyjacielską pieszczotliwością.
- Nie zadręczaj się tym z dzisiaj~ Nic ci nie zrobił ten wilkołak, prawda? - najwyraźniej dopiero teraz Syriusz zdał sobie sprawę z tego, że mogłem zostać ugryziony bo spojrzał na mnie troskliwie i ze strachem.
- Nie, nawet mnie nie podrapał - uśmiechnąłem się do niego pocieszająco. Chłopak odetchnął z ulgą i biegiem dołączyliśmy do Petera i Jamesa.

7 komentarzy:

  1. "Chciałem już szukać trzeciego, ale James i Syriusz powiedzieli, że mogą spać razem." :33333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333333


    Przy okazji biedny Remus..................

    Wybacz nie mam weny na kreatywny komentarz, ale smutno mi się zrobiło D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to tam wystarczy xDDDD
      I wiedziałam, że dostrzeżesz podtekst~

      Nooo D: Mi też było smutno jak to pisałam... ;w;

      Usuń
    2. no a jakbym mógł nie zauważyć, wystarczy że podejdą do siebie. XDDD


      Nom, nie dość że od początku go to męczyło to teraz jeszcze bardziej D:

      Usuń
    3. Już ja Ci tutaj powpycham tyle skojarzeń, że zobaczysz! XD

      Biedaczynka :< A ile go jeszcze w życiu czeka!

      Usuń
  2. Jak zwykle wspaniała notka ;3
    To codzienne sprawdzanie się opłaca ^^
    Napisane fenomenalnie! Tylko mogłaś napisać trochę więcej o tym spotkaniu z wilkołakiem... Ale i tak wyszło świetnie! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yah, nyah~ Miło mi to słyszeć~ <33
      A wiesz..bo to miało być takie krótkie spotkanie. Na razie jeszcze nie chcę ich zadręczać jakimiś długimi i ciężkimi przeżyciami xD

      Usuń
  3. Fajna ta notka, trochę mnie martwi ten wilkołak ;)

    http://harrymione-diary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń