czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział I



Nie wierzyłem w to, że marzenia się spełniają. Mimo, że nadal byłem dzieckiem bo w końcu odkąd skończyłem cztery lata aż dziesięć lat mego życia minęło na snuciu pragnień, smutku i tęsknocie. Inne dzieci by biegały po pokoju wierząc, że kiedyś zostaną rycerzami, księżniczkami, superbohaterami lub kimś podobnym. Inne dzieci opowiadałyby przed snem rodzicom o swoich marzeniach w taki sposób jakby ich spełnienie było stuprocentowo pewne. Inne dzieci były w pełni szczęśliwe...pomijając kilka wyjątków, do których należałem ja. Owszem, snułem marzenia, wyobrażałem sobie przeróżne rzeczy, wcielałem się w niesamowite postacie, ale nigdy, nigdy nie wierzyłem by jakiekolwiek z tych marzeń miało się spełnić. Można powiedzieć, że jako czteroletnie dziecko już nieco wydoroślałem. Bo czy dziecko, które nie wierzy w swoje marzenia jest dzieckiem? Nie spodziewałem się, że mógłbym się mylić, że moje marzenie, jedno z tych największych i najbardziej rozpaczliwych, że akurat to najbardziej nieprawdopodobne marzenie się spełni. Bo stoję tu, Stoję na peronie 9¾ trzymając walizkę obiema rękoma i patrząc na cudowny Hogwart Express, którym lada chwila miałem udać się do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Moja radość w tej chwili była nie do opisania, nie pamiętam bym kiedykolwiek w swoim życiu był tak szczęśliwy jak teraz. Nie mogłem oderwać wzroku od robiącego wrażenie czarnego parowozu z czerwonymi wykończeniami. W okół panował gwar, inni uczniowie żegnali się ze swoimi rodzinami, czasem też przyjaciółmi. Na ich twarzach również malowały się szeroko uśmiechy. Widocznie byli równie szczęśliwi co ja..no może trochę mniej, tego nie wiem. Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy. Jak zwykle cichy, melodyjny i troskliwy. 

- Zabrałeś wszystko? Masz podręczniki, szatę i inne szkolne przybory, które ci kupiłam? - kobieta o łagodnych rysach i długich nieco pofalowanych włosach koloru ciemnego blondu podchodzącego trochę pod brąz już miała zamiar przeszukać moją torbę ale zatrzymałem ją dotykając delikatnie dłoni kobiety. 
- Nie martw się. Wziąłem wszystko. Sam sprawdzałem co najmniej dwadzieścia razy. - uśmiechnąłem się miło pod nosem co uspokoiło moją matkę bo przytuliła mnie czule i ciepło. Ah..tak bardzo kocham jej objęcia. Zawsze czułem się w nich bezpiecznie. Ale tak właśnie powinienem się czuć w objęciach matki. 
Powoli zbliżała się godzina odjazdu więc nie mogłem już dłużej zwlekać. Rodzice jeszcze przez chwilę przypominali mi o dbaniu o siebie, nie rozrabianiu, słuchaniu się nauczycieli i innych takich. Oboje byli przewrażliwieni na moim punkcie. Pewnie z powodu likantropii. Ale kochałem to w nich. Dzięki temu wiedziałem, że bardzo mnie kochają i zawsze mi pomogą. Jeszcze ostatni raz zapewniłem ich, że o niczym nie zapomnę i że mam kompletny bagaż po czym pobiegłem zając jakiś przedział. Mimo tego, że tak marzyłem o tym dniu trudno było mi się z nimi rozstać. W końcu przez czternaście lat byłem zawsze blisko nich. No bo dokąd miałem się niby udać? 

Nie udało mi się znaleźć pustego przedziału. Trochę mnie to zmartwiło bo nie czułem się zbyt pewnie w kontaktach międzyludzkich. Szedłem powoli przez jeden z wagonów zerkając do przedziałów aż zobaczyłem jeden, w którym było wolne miejsce. W środku siedziała trójka chłopaków. Jeden miał długie czarne włosy i był nieziemskiej wręcz urody. Rozmawiał z ożywieniem z siedzącym na przeciwko niego chłopcem z rozczochranymi ciemnymi włosami i z okrągłymi okularami na nosie. Widać było, że znają się nie od dziś i są dobrymi przyjaciółmi. Trzeci chłopak był nieco pulchny i niski. Zdawał się bardziej nasłuchiwać i obserwować z zadowoleniem o czym mówi dwójka jego towarzyszy. Postanowiłem zaryzykować. Podszedłem bliżej drzwi do przedziału i delikatnie się do nich uśmiechnąłem.
- Em..cześć..mogę się dosiąść? - szybko przerzuciłem wzrokiem po nich wszystkich. 
Wszyscy trzej od razu na mnie spojrzeli. Poczułem się niezbyt pewnie zwłaszcza, że niemal lustrowali mnie wzrokiem..jeden taki wzrok może bym zniósł, ale trzy...zrobiłem już krok w tył gdy odezwał się ten z długimi włosami. 
- Jasne, siadaj~! - poklepał miejsce obok siebie i uśmiechnął się do mnie w zadziorny sposób. 
Skinąłem tylko głową w podziękowaniu i wszedłem do środka. Odłożyłem swoją walizkę po czym zająłem jedyne wolne miejsce. 
- Jestem Syriusz Black. To są James Potter i Peter Pettigrew - przedstawiając swoich kolegów wskazał ich kolejno gestem - A Ciebie widzę pierwszy raz na oczy. Jesteś nowy czy się ukrywałeś przez trzy lata? 
- Um, jestem nowy. Zostałem przeniesiony do Hogwartu - taką właśnie wersję wydarzeń postanowiłem przedstawiać, gdy będzie to konieczne - A nazywam się Remus Lupin. I miło mi was poznać.
Uśmiechnąłem się do nich delikatnie. Miałem nadzieję, że nie zaczną mnie wypytywać o starą szkołę, której tak na prawdę w ogóle nie było. 
- Ciebie również~! - Syriusz poklepał mnie po ramieniu dość mocno z szerokim uśmiechem na twarzy po czym wdał się w dyskusję z Jamesem. Nie chciałem im przerywać ani się wcinać bo i tak nie znałem szczegółów. Wyszperałem z torby jedną ze swoich ulubionych książek, usadowiłem się wygodnie i zacząłem czytać. To moja najlepsza metoda na zabicie czasu, ale tym razem czytanie mi nie szło. Byłem za bardzo podekscytowany więc zamiast się skupić usnąłem.  Obudziła mnie walizka Petera, która z łomotem spadła na podłogę przedziału gdy chłopak chciał wyjąć z niej swoją szatę. Pomasowałem sobie zdrętwiały od niewygodnej pozycji kark. 
- O, wstałeś już. Lepiej się ubieraj w szatę bo za niedługo będziemy wysiadać - James właśnie podał Peterowi jedną z jego koszulek, która wypadła z walizki. 



Wysiadłem razem z trójką nowych kolegów, ale musieliśmy się rozdzielić. Mimo, że miałem być na czwartym roku tak jak oni to zaliczałem się do tych co to muszą przebyć pierwszą podróż do Hogwartu łódką. Trochę się denerwowałem, ale gdy tylko oczom ukazał mi się kolosalny i zapierający dech w piersiach zamek, który majaczył w oddali oświetlony pomarańczowym światłem świec wydobywającym się z okien wszystkie wątpliwości mnie opuściły. Marzyłem by już się w nim znaleźć i zobaczyć na własne oczy jak wygląda od wewnątrz. Nie zawiodłem się. Wszedłem do środka prowadzony przez kobietę o poważnych i surowych rysach, biła od niej jednak miła atmosfera. Rozglądałem się na boki z szeroko otwartymi oczyma i nawet usta miałem nieco otwarte. W ogóle nie patrzyłem pod nogi, ale na szczęście nie zaliczyłem żadnego upadku. Kobieta wprowadziła mnie do Wielkiej Sali za pierwszoroczniakami, a potem stanęła razem ze mną na postumencie gdzie stało krzesło wraz z Tiarą Przydziału. Miałem zaczekać aż wszyscy pierwszoroczniacy zostaną przydzieleni do swoich domów. Wykorzystałem ten czas by przyjrzeć się dokładnie sali. Wszystko mnie w niej zachwycało. Od czterech długich stołów, po zaczarowany sufit udający nocne niebo. I właśnie to niebo przykuło moją uwagę, a konkretniej jakiś błysk spomiędzy chmur. Zapatrzyłem się w ten błysk. Napawał mnie niepokojem, ale nie mogłem oderwać od niego oczu dopóki chmury się nie rozstąpiły i moim oczom ukazał się Księżyc..i to w pełni. W ostatniej chwili powstrzymałem się od krzyku. Przecież to nie prawdziwy Księżyc...nie prawdziwy...
- Remus John Lupin. Czy wszystko w porządku? - głos kobiety, która mnie tu przyprowadziła przywołał mnie z powrotem na ziemię. 
- Tak..tak, wszystko. Przepraszam. - zobaczyłem, że wzywa mnie gestem więc podszedłem do niej. Wskazała mi krzesło z tiarą przydziału. To ten moment..strach w tej chwili od razu mnie opuścił, zapomniałem o zaczarowanym suficie i Księżycu. Usiadłem na krześle, a ona założyła mi powoli tiarę. Przez chwilę panowała cisza pełna napięcia, a potem usłyszałem donośny głos. 
- Gryffindor! 


___________________

I jest pierwszy rozdział. Na razie nie wiele się dzieje, ale takie już bywają początki. 
Chciałam pociągnąć ten rozdział jeszcze nieco dłużej, ale uznałam, że lepiej będzie tu skończyć ze względu na tych, którzy wolą krótsze notki. 

5 komentarzy:

  1. Jejeczku, jak słodko. Zajebiście piszesz, ale to chyba ode mnie już wiesz. Czekam na dalsze i to też już wiesz XDD
    Kocham twoje opowiadania i Ciebie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, wiem, ale mimo to lubię tego słuchać~ <33
      I też Ciebie kocham oczywiście i Twoje opka też i Twoją szaloną erotyczną fantazję~ XD <3 Nie erotyczną też xD

      Usuń
  2. Czekam na ciąg dalszy, masz bardzo fajny styl :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No i jesteśmy w szkole. Remi poznał nawet pierwszych kolegów. Szkoda tylko, że nie opisałaś wyglądu chłopca. Wiem tylko, że ma bursztynowe oczy. Chyba, że coś przegapiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie opisałam wyglądu Remusa? o__o Byłam pewna, że zawarła to w prologu, ale skoro nie to wiedz, że oczy ma bursztynowe/miodowe, a włosy blond. Cera gładka, trochę kobieca, ale tylko trochę no i ma na policzku i nosie blizny jak od pazurów.

      Usuń