niedziela, 22 lipca 2012

Prolog




Świat się skończył. Skończył się i to dawno temu, z chwilą gdy pewien wilkołak ugryzł w zemście czteroletniego chłopca obarczając go przy tym straszliwym brzemieniem. Tego co przeżyło to dziecko nie da się opisać słowami. Lata pełne bólu, strachu, cierpienia i braku jakiejkolwiek nadziei na przyszłość. Przez swoją przypadłość został znienawidzony przez społeczeństwo..stał się bestią. Z początku tłumaczył sobie, że to nie jego wina, że nie jest potworem, że nie wybrał sobie takiego losu, z czasem jednak zrozumiał, że jest i będzie straszliwą krwiożerczą bestią czającą się przez miesiąc by na trzy dni ukazać swoje prawdziwe oblicze. Jego marzenia związane ze szkołą Magii i Czarodziejstwa, o której tak marzył legły w gruzach. Wilkołaki nie mają prawa uczyć się w normalnym społeczeństwie. One w ogóle nie mają po co się uczyć bo i tak żadna wiedza się im nie przyda. Ale mimo to...mimo wszystko chłopak się nie poddawał. Rodzice kupili mu jakieś księgi, z których samodzielnie uczył się zaklęć. Głównie zaklęć obrony przed czarną magią. Czytał też chętnie historię Hogwartu, uczył się o magicznych stworzeniach i roślinach. Nie chciał zaakceptować tego kim jest..nie chciał się z tym pogodzić. 

I tak skończył jedenaście lat, potem dwanaście i trzynaście, ale gdy dla innych w jego wieku rozpoczął się czwarty rok nauki niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Chłopak zaszył się w swoim pokoju..raczej nikt nigdy go nie odwiedzał i nie sądził by miało się zmienić. A mimo to tajemniczy gość szedł w stronę jego pokoju. Słychać było jak przez chwilę rozmawia z rodzicami chłopaka. Miał spokojny niosący otuchę głos. Drzwi zaskrzypiały cicho gdy je otwierał. 
- Dzień dobry chłopcze. - wszedł do środka i uśmiechnął się pogodnie. 
Chłopak siedział na krześle przy biurku, teraz jednak odwrócony był w stronę osoby, na której widok aż mu zaparło dech.
- Dzie...dzień dobry... - z tego wszystkiego aż nie mógł normalnie mówić. 
- Nazywam się Albus Dumbledore. Ale Ty to wiesz, prawda? - podszedł bliżej chłopca i kucnął przy nim by nie musieć patrzyć z góry - Ty to Remus Lupin, mam rację? 
Chłopak skinął delikatnie głową. Wciąż był za bardzo zdziwiony by mówić. Dumbledore...dyrektor szkoły, o której Remus tak bardzo marzył, szkoły, która dla niego była zamknięta..teraz był tu przed nim, mówił do niego, uśmiechał się, a w którymś momencie wręczył mu list z pieczęcią szkoły. 
- Czas byś i Ty zaczął naukę. Wybacz, że tak późno, ale dopiero teraz otrzymałem na to zgodę.
Remus nie mógł uwierzyć własnym oczom i uszom, otworzył list drżącymi z przejęcia dłońmi i zaczął czytać. Czytał list pięć razy, a za każdym razem uśmiech na jego twarzy coraz bardziej rozkwitał.
-A-ale jak to? Przecież ja jestem wilkołakiem..mi nie wolno się uczyć.. - popatrzył na dyrektora ze smutkiem w oczach.
- Każdy ma prawo się uczyć. I każdemu trzeba dać szansę. A Ty..zasługujesz na tę szansę. Nie jesteś zły tylko chory - poczochrał chłopaka po głowie z tym swoim pogodnym uśmiechem. 
W bursztynowych oczach chłopaka pojawiły się łzy. Nie były to jednak łzy smutku jak dotychczas tylko łzy radości. Najszczerszej, najprawdziwszej radości. 
- I..i pan nie żartuje? Naprawdę będę się uczył w Hogwarcie? Jak każdy normalny chłopiec w moim wieku? - ciągle się upewniał czy to czasem nie pomyłka. 
- Tak. Oczywiście, że tak. Przecież Ty też jesteś normalnym chłopcem. No..trzy dni w miesiącu znikasz i zamiast Ciebie pojawia się coś innego...ale na to już mam sposób. 
- Uleczy mnie pan...? 
Dumbledore uśmiechnął się do niego z goryczą i żalem. 
- Przykro mi, ale tego się nie da wyleczyć. Mam na myśli, że znajdę dla Ciebie miejsce na czas pełni - pogłaskał go jeszcze po głowie i wstał - No, ale na mnie już pora. Szykuj się lepiej bo niedługo zacznie się Twoja nauka. 

Tamten dzień był najszczęśliwszym dniem w dotychczasowym życiu chłopca. Dniem, w którym powróciła nadzieja, marzenia zmieniły się w plany, a sny stały się rzeczywistością. Był to ten rodzaj dni, o których się nie zapomina, pamięta się każdy najdrobniejszy szczegół. Po tym jak Albus Dumbledore opuścił niewielki domek zamieszkały przez młodego wilkołaka rozpoczęły się przygotowania, radość i zabawa. Wszystko nareszcie zaczęło się układać. Wszystko miało być już dobrze. Tamtej nocy Remus nie spał. Zamiast tego wymknął się w nocy na dwór i patrzył na gwiazdy i na Księżyc. Tym razem spory okrągły punkt na niebie zawsze wydający mu się złem i źródłem bólu, po raz pierwszy w życiu wydał się mu piękny. Po raz pierwszy w życiu noc wydała się mu piękna. Zobaczył nawet spadającą gwiazdę, ale jakie mógł wypowiedzieć życzenie skoro jego największe marzenie już się spełniło? Zaśmiał się szczęśliwy sam do siebie i wrócił do pokoju. Musiał się wyspać przed kolejnym, pełnym wrażeń i nadziei dniem. 

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Serio? A to bardzo dobrze bo to miało być wzruszające~

      Usuń
  2. Świetnie się zapowiada :3 Mam nadzieję, że nie będzie trzeba czekać na następne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia zaczyna się prosto,zwyczajnie i to mi się własnie spodobało. Naprawdę przyjemnie się to czyta. Mam nadzieję, że dalej będzie równie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby wszystko dobrze, ładnie, styl niezły, ale... No właśnie ale.
    Jakoś nie kupuję tej sytuacji. Nie pamiętam już, jak było w kanonie, ale zbytnio mi tutaj pachnie smagliczką. A przez to porównanie całość wypada blado i nienaturalnie. Dumbledore nie ma tego dropsowatego 'czegoś', a Remmy'ego nie kupuję kompletnie. Za dużo tu... Nie wiem, jak to określić - nie ckliwości, nie użalania się, ale te opisy nieszczęścia czy szczęścia Lupina mają w sobie coś przesadnego. U smagliczki jest tych opisów nawet więcej, ale są bardziej... chyba można to nazwać wyważonymi. Tutaj zamiast współczucia chłopakowi czułam tylko irytację, że dobra, dobra, wiemy, bardzo cierpi, ale można prosić dalej?
    Przepraszam za te porównania z "Być...", ale biorąc pod uwagę, że smagliczka to dla mnie praktycznie kanon, trudno byłoby mi tego porównywania uniknąć. Pewnie gdybym nie znała jej twórczości, nie byłabym tak surowa w ocenie. Jednakowoż życzę weny :).

    Gwathgor

    OdpowiedzUsuń