wtorek, 13 listopada 2012
Rozdział IX
Pełnia nadeszła tak szybko..za szybko. Ledwo przeżyłem śniadanie, a o obiedzie już w ogóle nie było mowy. Chciałem tylko spać..przespać cały ten okropny czas choć wiedziałem, że tak się nie da, i że na domiar złego tego dnia będę musiał się obudzić wcześniej. W końcu ja i mama mieliśmy plan by moi przyjaciele się nie zorientowali o co chodzi. Ale..gdy tak leżałem w łóżku i słuchałem jak cała gromadka - rodzice i przyjaciele- spożywają wspólny obiad. Chciałbym siedzieć tam razem z nimi, ale nie miałem sił by się utrzymać na krześle i żeby w ogóle zejść po schodach. Schody w te dni to katorga...Rozmyślałem jak mama sobie poradzi w mojej roli. Zapewne pójdzie spać, a w każdym razie będzie udawać, że to robi. To najlepsze rozwiązanie. Westchnąłem cicho i już chciałem się wygodniej ułożyć z zamiarem zaśnięcia gdy do pokoju wszedł Syriusz.
- Jak się czujesz Remusku~? Przyniosłem ci obiad - usiadł na skraju łóżka i patrzył na mnie z czułym uśmiechem. Odwzajemniłem go z lekkim trudem.
- Dziękuję~ Jakoś tak..bywało gorzej..~ - nie chciałem by się martwił więc siliłem się na przekonywujący ton, ale Syriusz nie dawał się zwieść. Pomógł mi usiąść i zaraz przysunął widelec z jedzeniem blisko moich ust. Zaraz...czy on...?
- Em..Syriusz..nie przesadzaj..nie jestem małym dzieckiem.. - spojrzałem w bok zmieszany i lekko zawstydzony. Aż tak słabo mi nie było, mogłem utrzymać łyżkę i trafić nią do ust. Jednak brunet zdawał się tym w ogóle nie przejmować.
- Nooo~ Nie marudź mi tutaj tylko otwieraj ładnie buźkę bo zaraz sam zjem~ - wyszczerzył się w tym swoim typowo zadziornym uśmiechu, jednak tym razem wyczytałem w nim nieco czułości. Popatrzyłem na niego z pobłażliwą miną i pokręciłem głową z politowaniem. Trzy światy z nim mam. Ale..za nic bym tych światów nie oddał. Przełknąłem ślinę i niepewnie uchyliłem usta, a on natychmiast wsunął mi do nich jedzenie. Powoli i nie za głęboko by mnie nie udusić. Trafił w niemal idealne miejsce.
- Nie było tak źle~
- Ano..nie..~
Zmieszanie mijało w miarę jak Syriusz karmił mnie kolejnymi małymi porcjami z widelca. Przez cały ten czas wpatrywał się we mnie z troską. Pierwszy raz widziałem go takiego..opiekuńczego, troskliwego. Na ogół był rozbrykany, nieumyślny..trochę przy tym zbyt gwałtowny, a tu proszę jaka miła niespodzianka. I pomyśleć, że myślałem, że go znam. Ludzie cały czas się poznają.
Gdy zjadłem wszystko Syriusz odłożył talerz i pogłaskał mnie jedną ręką po głowie.
- A teraz idź spać bo wyglądasz jakbyś miał zaraz zemdleć..~ - zaśmiał się cicho, ale ja wiedziałem, że w tym co powiedział nic go nie śmieszyło. Zrobił to od tak by rozładować napięcie. Ja tylko się uśmiechnąłem i wtuliłem w poduszkę. Ale w chwili gdy zamknąłem oczy zobaczyłem jego. Syriusza. Przerażonego. Patrzącego na mnie ze strachem, pogardą..nieufnego. Syriusz z mojego snu. Tego, w którym zobaczył kim...czym jestem. Zadrżałem w jednej chwili i cicho jęknąłem.
- Huh? Remus..? - brunet nadal tu był. Właśnie miał wychodzić, ale teraz podszedł do mnie i spojrzał na mnie z troską. Miałem zamknięte oczy, ale czułem, że właśnie tak na mnie patrzy.
- Zostań ze mną... - tylko tyle powiedziałem. A przecież mogło to oznaczać bardzo wiele w zależności kto jak to zrozumie. Jak to zrozumiał Syriusz..? Nie wiem..ale w każdym razie odłożył talerz na biurko i położył się przy mnie bez słowa, a ja wtedy właśnie uchyliłem powieki i zobaczyłem parę szarych bardzo zatroskanych oczu, które wpatrywały się we mnie.
- Zostań przy mnie...choćby nie wiem co się działo.. - patrzyłem na niego z nadzieją. Niemal błagalnie. Nie...jestem pewny, że to było błagalne spojrzenie. Ale ja się tak strasznie bałem..miałem złe przeczucia..te sny, tamten atak..to wszystko w końcu musiało zaowocować. A ja byłem pewny, że zaowocuje to moją tragedią.
- Oczywiście, że zostanę. Niby czemu miałbym Cię opuszczać?
Nie wiedział o co mi chodzi. Czułem, że miał ochotę zasypać mnie pytaniami. Dowiedzieć się skąd u mnie takie myśli, czego się boję..i czy może mu nie ufam...ale milczał. Najwyraźniej ten jeden raz w życiu wykazał się wyczuciem i zrozumiał uczucia drugiej osoby. Bo ja nie miałem ochoty odpowiadać na żadne pytania..gdybym musiał pewnie bym się rozpłakał. Chciałem tylko usłyszeć, że on przy mnie będzie. Że mnie nie zostawi. Potrzebowałem go. Z jakiejś niejasnej dla mnie przyczyny z całej naszej czwórki najbardziej potrzebowałem właśnie niego. Syriusz przeczesał dłonią moje włosy. Miał taki czuły, ciepły dotyk. Mógłbym tak ciągle leżeć, a on by mnie głaskał, ale po chwili przestał i tylko delikatnie mnie objął. Nie był pewny tego co robi i się wahał. Czułem to w sposobie w jaki mnie obejmował. Pewnie pomyślał co by zrobił gdyby jedna z dziewczyn, z którymi flirtował była w podobnym do mnie humorze, ale się krępował bo nie byłem dziewczyną i nie flirtowałem z nim. Nie wiem, ale było mi tak przyjemnie w jego ramionach. Wtuliłem się w nie i uśmiechnąłem delikatnie.
- Będę przy tobie Remi.
Usłyszałem jeszcze to jedno czule wypowiedziane zdanie. Taka cicha obietnica, w której dotrzymanie wierzyłem całym sercem.
Jak bardzo moje życie musi się komplikować? No powiedzcie mi? Wszystko układało się tak dobrze. Ojciec odciągnał na chwilę Syriusza, Jamesa i Petera, a ja z pomocą mamy wymknąłem się z pokoju do piwnicy gdzie miała wypić eliksir i się we mnie przemienić na jakiś czas. Ale nie..gdy już stałem przy drzwiach do swojej księżycowej pieczary, gdy mama już otworzyła buteleczkę z eliksirem na dworze rozległ się głośny huk jakby coś ogromnego spadło na ziemię. Huk, który przeraził mamę, a ta upuściła buteleczkę wylewając cenny i drogi eliksir na podłogę. Cały plan legł w gruzach...normalnie przeraziłby nas huk, ale teraz bardziej przejmowaliśmy się eliksirem. W każdym razie ja bo matka patrzyła gdzieś za siebie i nasłuchiwała.
- Co teraz zrobimy..? - zapytałem w końcu przerywając ciszę. To oderwało mamę od zamyślenia i skierowało jej myśli na odpowiedni tor.
- Ah..nie martw się. Po prostu pójdziesz do piwnicy, a my pójdziemy zobaczyć co to był za huk. Jeśli dobrze pójdzie nikt nie zauważy, że zniknąłeś - uśmiechnęła się do mnie czule i pogłaskała po policzku. Ten uśmiech zawsze mnie pocieszał. Chociażby i w minimalnym stopniu, ale zawsze.
- Dobrze. Tylko uważajcie na siebie.. - przytuliłem się do niej, a ona wyściskała mnie mocno po czym wszedłem do szczelnego pomieszczenia i tam już zostałem. Sam. W ciemności. Ciemności, która choć straszna jednak była mi znana. Nie słyszałem kroków odchodzącej matki. Nic nie słyszałem. Pomieszczenie było szczelnie zrobione by żaden dźwięk stąd nie wydobył się na zewnątrz, ale to działało też w drugą stronę. A ta cisza mnie przytłaczała..bałem się przez nią jeszcze bardziej. W tej ciszy słyszałem swoje własne krzyki, słyszałem jak zmienia mi się głos na ochrypły, straszny..słyszałem dźwięk rozrywanych ubrań, swój przyspieszony oddech i bicie własnego serca. Zastanawiałem się czy wszyscy już wyszli z domu. Przez chwilę myślałem co to był za huk. Dopiero teraz zaczęło mnie to interesować jednak..czułem jak pełnia się zbliża. Jak blask księżyca powoli mnie dogania i niedługo zada mi ból. Ten ból, którego najbardziej nienawidził. Najgorszy znany mi ból. Chociaż..nie...ostatnio myśl, że mógłbym zranić bliskie mi osoby lub zostać odrzuconym bolała bardziej. Ale..teraz są bezpieczni. Jestem tu zamknięty, nie wyjdę stąd. A oni tu nie wejdą. Są poza domem. Ta myśl podtrzymywała mnie na duchu nawet w chwili gdy księżyc pojawił się na niebie i objawiły się pierwsze oznaki przemiany. Ból w głowie tak okropny jakby mi rozwalano czaszkę powoli przechodzący na resztę ciała i wręcz wydzierający się ze mnie pod postacią futra, pazurów, ogona..a potem ból zmieniającego się kształtu kości, któremu towarzyszy wściekłość i chęć mordu przeplatająca się ze strachem i chęcią powstrzymania tego. Zawsze starałem się to zatrzymać. Zawsze wiedziałem, że się nie uda. Nadzieja matką głupich. Traciłem już świadomość...i właśnie wtedy usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi. Serce zamarło mi z przerażenia. Nie teraz! Za niecała minutę stanę się potworem, nie powstrzymam się!
- Z-zamknij...t-te drzwi! - ledwo zdołałem wypowiedzieć te trzy słowa rozpoczęte i zakończone krzykiem. Zobaczyłem postać..wysoką, w czarnym poszarpanym płaszczu. Ten ktoś patrzył na mnie przez chwilę po czym odszedł zostawiając otwarte drzwi, a ja zasnąłem ustępując miejsca wilkołakowi.
Byłem na dworze. Wiem bo czułem delikatny powiew wiatru. Nie miałem pojęcia co tutaj robię. Patrzyłem oczami, które dostrzegały jedynie to co miało w sobie życie. A cała reszta? Dlaczego jej nie widzę? I gdzie ja jestem...? Czym ja jestem..? Usłyszałem krzyk. To krzyk jakiejś kobiety. A teraz krzyczy mężczyzna. Warknąłem na nich. O, nie wiedziałem, że potrafię warczeć. A może to nie ja? Oh, zbliżam się do nich. Zaraz...niech policzę...widzę piątkę ludzi. Boją się mnie. Dlaczego? Zrobię im coś? Uh..chyba tak..biegnę na nich, warczę. Ale nie chcę! Kobieta uciekła..mężczyzna ją pociągnął, ale jedna osoba nie dała rady...kogoś powaliłem. O nie..zaraz zatopię w nim kły...nie! Poczułem ból. Coś mnie uderzyło nim zdążyłem zadać cios. Ból już ustąpił. A więc dlaczego tak się wściekam? Ktoś na mnie patrzy i celuje we mnie różdżką. Muszę się bronić. Ale nie..to przecież on się broni. Jego kompani też już mają różdżki. Ruszyłem ku nim warcząc wściekle. Albo ja zginę albo oni. Kolejny cios wymierzony we mnie. I kolejny. Nie umiem się bronić? Kolejny...już padam z nóg, ale nadal atakuję. Aż tak chcę zamordować? Kolejny. Kolejny. Dwa naraz. Padłem. Nie mam siły już wstać. Zostawcie mnie...już nie zaatakuję...kolejny cios. Zacząłem skomleć. Podeszli do mnie. Chyba się...zdrzemnę...
Obudziłem się bardzo wcześnie rano. Nic nie pamiętałem i jedynie drżałem delikatnie czując zimno. Ziemia była chłodna i wilgotna, a wiatr zimny. Wszystko mnie bolało. I było mi słabo..strasznie słabo. W ustach nawet czułem smak krwi. Zaraz! Wiatr?! Otworzyłem oczy najszybciej jak potrafiłem i zobaczyłem jedynie czarny materiał hogwardzkiej szaty. Teraz do moich uszu zaczęły docierać inne dźwięki, teraz zacząłem prawidłowo odbierać otoczenie. Delikatnie ścisnąłem dłonie. Trzymałem się tej szaty i przylegałem do czyjegoś ciepłego ciała. I słyszałem płacz. Żałosny i gorzki płacz. Ktoś mnie obejmował i płakał. Dopiero po chwili skojarzyłem zapach tej osoby.
- Syriusz...?
Mój słaby i cichy głos przebił się przez płacz bruneta bo ten natychmiast spojrzał na mnie. Teraz zobaczyłem rozpacz na jego twarzy..rozpacz, smutek, żal i poczucie winy. Przez chwilę wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami po czym na nowo się rozpłakał i przytulił mnie jeszcze mocniej i jeszcze czulej.
- Remi..boże...t-tak bardzo mi przykro..t-tak bardzo cię przepraszam.. - głos drżał mu mocno, ledwo dawał radę wypowiadać słowa. Ale..za co on mnie przepraszał? Przecież nie zrobił nic złego.
- Ale...Syriusz..c-co się.... - rozejrzałem się. Zobaczyłem Jamesa i Petera. Szatyn patrzył na mnie ze współczuciem i skruchą. Peter chował się za nim..bał się.
- Nic nie mów...przepraszam... - wziął mnie delikatnie na ręce i niósł w stronę domu płacząc ciągle. Wtuliłem się w niego delikatnie i tylko wpatrywałem w jego łzy. Serce mi się ściskało. Syriusz płakał..pierwszy raz widziałem go takiego...smutnego. James i Peter szli za nami powoli. Próbowałem sobie przypomnieć, ale pamiętałem tylko rozmowę z mamą, jakiś huk i...no właśnie! Ktoś mi otworzył drzwi..ktoś mnie wypuścił...pewnie ich zaatakowałem..zadrżałem na tę myśl od razu i patrzyłem po nich nerwowo doszukując się ran.
- Nie bój się.. - James to zauważył - nie ugryzłeś żadnego z nas..
Po tych słowach Syriusz ścisnął mnie mocniej jakby się bał, że może mnie stracić. Nie ugryzłem ich..to było najważniejsze. Po chwili usłyszałem swoje imię wykrzyczane przez mamę. Ta zapłakana przybiegła do mnie i wzięła mnie z rąk Syriusza po czym sama zaczęła obejmować. Było mi tak słabo..nigdy się nie czułem po pełni aż tak źle. Zamknąłem oczy i zasnąłem.
Obudziłem się po kilku godzinach. W pokoju siedział tylko Syriusz, ale gorąca czekolada ze specyficznym aromatem, która stała na szafce nocnej świadczyła o tym, że mama była tu jakiś czas temu i pewnie była też reszta. Popatrzyłem na bruneta. Nadal był zdołowany i wyglądał jakby mu umarł ktoś ważny. Ciarki mnie przeszły...pewnie chce mi powiedzieć, że nie może się przyjaźnić z kimś takim..pewnie dlatego płakał..bo czuł się oszukany i zawiedziony. Dostrzegł, że się obudziłem.
- Jak się czujesz...? - nadal patrzył na mnie z troską. Przez chwilę nawet miałem nadzieję, że się mylę.
- Dobrze.. - wyszeptałem cichutko i bez przekonania.
- Nie wiedziałem, że jesteś wilkołakiem... - znów spuścił głowę i wpatrywał się w swoje splecione dłonie. Ja się nie odezwałem. Łzy napłynęły do moich oczu - Dlaczego mi nie powiedziałeś..?
Stało się..padło jedno z tych pytań, których się obawiałem. Łzy polały się potokiem, a ja pękłem i już nie potrafiłem hamować emocji.
- B-bałem się... - zerwałem się z miejsca mimo bólu w różnych częściach ciała i wtuliłem w niego - błagam..nie zostawiaj mnie..ja....ja nie jestem groźny...to tylko raz w miesiącu..proszę...
Syriusz milczał. Łzy popłynęły po jego policzkach i ku mojemu zdziwieniu objał mnie mocno.
- Nie zostawię cię...mi nie przeszkadza, że jesteś wilkołakiem...to przecież straszna choroba...nie mogę cię z jej powodu odrzucić..
Jeszcze nigdy nie byłem tak szczęśliwy. Fala ulgi, ciepła i radości zalała mnie od środka i wypełniła. Serce zabiło mi mocniej, ale już nie ze strachu lecz z niepohamowanej euforii. On mnie nie zostawił! On będzie przy mnie~! Naprawdę...nie obchodzi go, że jestem potworem! Zaśmiałem się przez łzy tuląc w niego coraz mocniej i płacząc tym razem ze szczęścia.
- S-syriusz....j-jesteś najlepszym przyjacielem na świecie..~
On zaśmiał się przez łzy i poczochrał mnie po głowie.
- Oh Remi..~ Ale....nie mogę sobie wybaczyć....prawie cię zabiłem...gdyby James nie przypomniał mi, że wilkołaki to ludzie, którzy nad sobą nie panują... - ścisnął pięści i zagryzł wargę, a ja widząc jego poczucie winy delikatnie ująłem mokre od łez policzki przyjaciela.
- Już nie ważne. Ważne, że żyję. I zapewne gdybyś mnie tak nie urządził to bym was rozszarpał albo pozamieniał w wilkołaki. Nie obwiniaj się. Nie wiedziałeś, że to ja - uśmiechnąłem się do niego czule, a on odwzajemnił ten uśmiech.
- Gdy zobaczyłem, że to ty...nogi się pode mną ugięły...wtedy zrozumiałem, że mogłem cię stracić..i zrozumiałem, że jesteś dla mnie bardzo..bardzo ważny.. - mówił to z czułością, ale taką..nieznaną mi. Taką z jaką czasem mówiła mama, ale jednak to nie było do końca to, a nim zdążyłem odpowiedzieć chłopak przysunął się do mojej twarzy i delikatnie musnął moje usta swoimi. To trwało tylko chwilkę. Jedynie dotknął moich warg i zaraz się cofnął wyraźnie speszony tym co zrobił, a ja tylko wpatrywałem się w niego w niemym otępieniu i z delikatnymi wypiekami na twarzy. Nie wiem czy można to nazwać pocałunkiem...ale przyjaciele raczej takich rzeczy nie robią. Jednak..w tej chwili nie obchodziło mnie to. Ja..cieszyłem się, że Syriusz to zrobił i uśmiechnąłem się słodko.
- Będziesz zawsze przy mnie~?
- Tak, Remi. Będę zawsze przy Tobie~
________________________________
No i macie nieco dłuższy rozdział niż pozostałe i uwaga..w końcu wepchnełam jakieś yaoistyczne momenty! :D Mam nadzieję, że dobrze przedstawiłam uczucia Remusa i Syriusza i, że nie zrażę was tym do czytania..
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Nareszcie! Bo te napięcie było takie okropne, kiedy Remus się tak bał że go opuszczą. Mimo że byłem przekonany że tego nie zrobiła to to było takie ciążące i już chciałem przeczytać słowa Syriusza jak mu obiecuje, że nigdy go nie opuści~
OdpowiedzUsuńsłodkie~
i tak, cieszę się, ze dłuższy rozdział XD
Błędów raczej nie widzę, ale chyba nie powinieneś falki w ff'ach robić XD
no, ja też się cieszę, że już poznali tajemnicę Remusa xD Bo teraz mogą se nadać ksywki i zrobić mapę! XDDDD
UsuńCo do tej falki to..no się domyślam, ale ja nie potrafię jej nie robić XD
Num~
UsuńPo prostu usuń ją i daj kropkę, bo głupio wygląda ._.
Głupio? Mi się właśnie te falki podobają...ale dobra, to nie będę ich pisać.
Usuńno fajne są, ale w takim profesjonalnym pisaniu nie wypada XD
UsuńHym..ano w sumie nie wypada xD
UsuńAż się popłakałam ;)
OdpowiedzUsuńTe opowiadania są super i kolejny raz Ci to powtarzam :)
I jak Ci zazdroszczę tego, że już masz 9 rozdział... Ja jak coś piszę to rzadko dochodzę do 3 bo rezygnuję :P
I kiedy 10 rozdział??? :D
Nyah~ Udało mi się doprowadzić kogoś do łez, jestem wielka~! *^*
UsuńHeh, ano..w sumie ja miałam na ogół podobnie. Ten blog to mój największy blogowy sukces~ Nawet jeśli miałam kiedyś bloga z większą ilością fanów to i tak ten uznaję za najlepszy xD
Nie jestem pewna, ale w tym miesiącu na pewno się pojawi.
Nie żeby coś, ale kiedy będzie kolejny rozdział? Już od ponad miesiąca nie ma nic nowego :(
UsuńWięc nie wiem skąd, ale znalazłam ten blog. Bardzo fajny i czekam na dalszą część c':
OdpowiedzUsuńFajny rozdział :D
OdpowiedzUsuńhttp://harrymione-diary.blogspot.com/