wtorek, 25 września 2012

Rozdział V



Siedziałem w naszym pokoju przy oknie i patrzyłem za nie. Była czwarta nad ranem i Słońce dopiero co przebijało się znad horyzontu. Wyglądało to pięknie. Różowo-czerwone promienie oświetlające mroczną powierzchnię Zakazanego Lasu. W tej chwili owy las wydawał się dużo bardziej bezpieczny niż był w rzeczywistości. Nawet przez chwilę myślałem czy by się do niego nie wybrać, ale odrzuciłem tę myśl bardzo szybko. Był środek czerwca i wszelkie żyjące tam stworzenia na pewno grasowały w dużo większych ilościach niż w zimie. Jak już się tam wybierać to tylko mroźną porą.

Siedząc tak rozmyślałem nad minionymi miesiącami. Niby czas upłynął normalnie: nauka, wygłupy, nocne spacery po Hogwarcie, budzenie rano tych zaspanych oszołomów...ale dla mnie to było coś czego nigdy wcześniej nie zaznałem. Coś cudownego, wspaniałego. Coś czego się po prostu nie zapomina i o czym marzy się zarówno we śnie jak i na jawie. Popatrzyłem na śpiących przyjaciół. Przez tak długi czas udało mi się przed nimi ukryć swoje przekleństwo. Wymigiwałem się odwiedzinami chorej matki. Uwierzyli w to, że jest bardzo chorowita i na szczęście nie zdali sobie sprawy z tego, że 'choruje' równo co miesiąc. To dobrze. Nie chcę by się dowiedzieli..wtedy na pewno by mnie odrzucili, bali się mnie...albo nawet brzydzili. Widziałem nie raz jakie ludzie mają podejście do takich jak ja. Traktują nas jak potwory, albo trendowatych. A przecież ja jestem groźny tylko podczas pełni...i nie zarażam tym..no chyba, że jakaś niemądra osoba wejdzie do mnie gdy nie będę nad sobą panował, ale nic takiego po prostu nie mogło się wydarzyć. W domu byłem zamykany w piwnicy o mocnych ścianach i drzwiach, które dodatkowo były wzmacniane zaklęciami, a tutaj Dumbledore dał mi w comiesięczne posiadanie Wrzeszczącą Chatę. Miejsce, do którego nikt nie chodzi bo sam rozsiał plotkę, że jest nawiedzone. Poza tym było zaryglowane jak tylko się da i ja sam musiałem wchodzić tam długim i ciemnym tunelem, którego wejścia strzegła bijąca wierzba. Ją również zasadzono specjalnie dla mnie z inicjatywy profesora Dumbledora. On tak wiele dla mnie zrobił...będę musiał kiedyś mu się odwdzięczyć, ale na razie jestem za młody.

Westchnąłem. Nie było sensu siedzieć tak dłużej bezczynnie i rozmyślać nad sprawami, o których nie ma sensu myśleć bo i tak nic nowego się nie wymyśli. Spojrzałem na wiszący na ścianie kalendarz z ruchomym obrazkiem jakiegoś zawodnika z drużyny quidditcha. Nigdy ich nie rozróżniałem. Quidditch owszem, podobał mi się, lubiłem pooglądać mecze, a zwłaszcza te, w których grał James, ale nie było to moją pasją. W każdym razie zobaczyłem, że jest sobota więc nie musiałem budzić przyjaciół. Zmieniłem miejsce siedzenia spod okna przy biurku i wyciągnąłem książkę do eliksirów. Miałem problem z tym przedmiotem i nic się nie zmieniło od tamtej pamiętnej pierwszej lekcji. Chociaż i tak miałem dużo bardziej zadowalające wyniki niż Peter. Nie wiem jakim cudem, ale udało mu się roztopić dwa kociołki, spowodować cztery wybuchy i uwarzyć jakiś eliksir..tyle, że nie był to eliksir, który miał uwarzyć. Ot taki szczęśliwy przypadek. Profesor Slughorn dobrodusznie podniósł mu za to ocenę.
Czytałem właśnie jakże ciekawy opis poprawnego mieszania ziół kiedy usłyszałem za sobą czyjś oddech. Trochę mnie to wystraszyło i spojrzałem za siebie powoli. To był Syriusz. Stał za mną z zaspaną miną i patrzył w książkę, którą czytałem.
- No bez przesady...jest weekend, a do tego ósma rano... - ziewnął potężnie i przeczesał dłonią długie rozczochrane włosy w kolorze żywej i przepięknej czerni.
- Nie mogłem spać, a co miałem lepszego do roboty? - wzruszyłem ramionami i zamknąłem książkę odkładając ją na miejsce - A w sumie..cóż to za okazja, że Ty nie śpisz?
Chłopak rozejrzał się po pokoju jakby w poszukiwaniu odpowiedzi, a potem znów spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Najwyraźniej się już wyspałem~ Zaznaczę ten dzień w kalendarzu. Będzie to święto narodowe~
Zaśmiałem się razem z nim i patrzyłem jak Syriusz rzeczywiście zaznacza ten dzień. Zawodnik rzucił na niego okiem i się uśmiechnął po czym na chwilę zniknął za ramą obrazka. Dopiero teraz zauważyłem, że był szukającym.
- Niedługo koniec roku szkolnego - oparłem łokieć o blat biurka, a policzek na dłoni.
- Ano. Niestety... - czarnowłosy westchnął smutno. Wyraźnie go martwił ten fakt co mnie nie mało zdziwiło.
- Jak to? Nie cieszysz się jak większość?
- Nie mam z czego. Nie wspominałem, że nie jestem zbyt..em...zżyty ze swoją rodziną? - popatrzył na mnie zadając to pytanie. Nie widziałem zadziorności w jego uśmiechu...on w ogóle się nie uśmiechał co z resztą było nowością. Aż mi się smutno zrobiło. Chciałem go wypytać o co chodzi, może coś bym doradził, nie wiem..ale nie, nie mogłem przecież wtykać nosa w nieswoje sprawy zwłaszcza, że te sprawy należały do takich, o których się niechętnie opowiada.
- A tak, rzeczywiście. Wspominałeś, ale nie sądziłem, że aż tak.. - w taki sposób postanowiłem zakończyć ten temat chyba, że Syriusz sam będzie chciał go rozwinąć. Jednak miałem rację. On nie chciał o tym mówić. i zmienił temat na weselszy, a mianowicie imprezę, którą już wcześniej planował zrobić James w sierpniu w swoim domu. Miała trwać przez pół miesiąca. Jakoś nie mogłem sobie wyobrazić aż tak długiej imprezy.




Koniec roku nadszedł szybciej niż się tego spodziewałem. Dopiero co wysiadałem z pociągu na stacji w Hogsmeade, a teraz stałem tu wraz z innymi uczniami oczekując tego samego pociągu, ale kierującego się w stronę domu. Cieszyłem się, że znów zobaczę rodziców. Mimo, że czas mijał mu tutaj szybko i wspaniale to chciałem ich zobaczyć, posiedzieć z nimi, poopowiadać im wszystko i pokazać swoje oceny, a miałem je bardzo dobre. Nie żebym się lubił chwalić czy coś, ale naprawdę były dobre. Nawet mnie czasem James i Syriusz nazywali kujonkiem dla śmiechu, ale przecież chodziłem z nimi na przeróżne wygłupy więc nie wiem czemu tak.
- Nie chcę wracać do domu. Będę się przez cały czas nudził - Peter złożył ręce na piersi i westchnął rozglądając się niby to od niechcenia po peronie.
- Swoje wycierpisz, a potem wbijasz do mnie więc nie narzekaj~ - James poczochrał go po głowie tak, że blondynkowi wszystkie włosy poszły na inne strony. Całą trójką się zaśmialiśmy i właśnie wtedy dostrzegłem Severusa niedaleko nas. Stał z Lily, rozmawiali cicho. Mimochodem spojrzałem na Jamesa. Miał skupioną minę, też dostrzegł Ślizgona.
- Zaczekajcie na mnie chwilkę - po tych słowach podszedł do rozmawiającej dwójki.
- Oho, chyba będziemy mieli akcję na koniec szkoły~ - Syriusz podszedł kilka kroków w ich stronę by lepiej słyszeć. Ja i Peter zrobiliśmy tak samo.
- Nie James. Nie chcę się do was dosiąść i nie chcę wpadać do Ciebie na żadną imprezę - głos Lily był łagodny mimo, że jej wypowiedź brzmiała stanowczo. Najwyraźniej cieszyło to Severusa bo uśmiechał się delikatnie.
- Daj spokój..zabawisz się trochę~ No bo nie mów mi, że jestem w czymś gorszy od tego Sma...znaczy Severusa.
- Jesteś gorszy we wszystkim poza głupotą i lataniem na miotle - zmierzyło go niemal potępiającym wzrokiem i odeszła wraz z czarnowłosym Ślizgonem bliżej torów gdyż właśnie nadjeżdżał pociąg. James wrócił do nas z niezadowoloną miną.
- Daj sobie z nią spokój. Ładna jest, owszem, ale w tej szkole jest też mnóstwo innych ładnych dziewczyn~
- Syriusz poklepał Jamesa po ramieniu, a ten tylko przewrócił oczami. Potem załadowaliśmy się wszyscy do pociągu i znaleźliśmy peron dla siebie. Pociąg ruszył w momencie gdy usadowiłem się wygodnie obok okna. Wcześniej siedział tu Peter, ale on oznajmił, że wszystko mu jedno gdzie będzie siedział. Syriusz nie omieszkał wtedy zasugerować mu półki na walizki z nutką nieco wrednego żartu w głosie. Takie z resztą żartobliwie wrednie docinki padały z naszych ust przez kawałek drogi. Potem zaczęliśmy planować przekręty na przyszły rok szkolny. No..w każdym razie James i Syriusz je planowali bo zarówno ja jak i Peter nie mieliśmy głowy do takich rzeczy. W sumie powoli zasypiałem gdy Syriusz po raz dziesiąty spekulował jakby tu doprowadzić woźnego Filcha do szału jednak za oknem zrobiło się strasznie ciemno. Zauważyłem to od razu i zerknąłem za nie. Podejrzana mgła sunęła po ziemi. Strasznie gęsta. Pociąg się nie zatrzymywał i nikt poza mną nie przejmował się taką dziwną zmianą pogody. Prawda,że to Anglia, ale mi się to wydało podejrzane i nawet straszne. Coś wisiało w powietrzu, czułem to. Być może to instynkt, który czasem się we mnie odzywał.
Ta sama dziwna mgła była też na peronie stacji King's Cross. Wysiadłem z pociągu za resztą przyjaciół, którzy już się żegnali i przypominali sobie nawzajem o planach na wakacje i przyszły rok. Mnie to oczywiście nie ominęło.
- Ty jak zwykle wracasz sam, co nie, Syriusz? - Peter właśnie poprawił szatę i ostatni raz żegnał się ze wszystkimi.
- Tsaa..może prześpię się kilka dni w Dziurawym Kotle~ - zaśmiał się i poczochrał małego po głowie, a ten pobiegł do swoich rodziców.
- No to na razie - pożegnałem się z nimi oboje i sam też pobiegłem do swoich. Cieszyłem się na ich widok, ale nawet ta radość nie odpędziła ode mnie  tego dziwnego niepokoju. Czy nikt nie zauważył tej mgły i ciemności? Pewnie myślą, że to opary z lokomotywy...może i mają rację, a ja dostałem jakiejś paranoi. Z resztą, teraz czas wracać do domu. Czas na wesołe wspominanie szkoły i pierwszy od wielu miesięcy obiad wraz z rodzicami.

_____________________

Notka trochę późno tym razem, ale to z powodu braku czasu i weny.
W ogóle jest taka niezbyt..ale to zapewne z powodu bólu zęba ;c

9 komentarzy:

  1. Sama jesteś taka niezbyt XD
    Notatka fajna, tylko szkoda że taka krótka. Chce już następny rozdział i ciekawe czy wtedy się wyjaśni ta mgła XD
    Ciekawe co szykujesz Remuskowi.

    No i Twój rozdział jest o wiele ciekawszy i lepszy od Świętoszka którego czytam, mimo że ta lektura mi się podoba, więc nie martw się, nie jest zła ta notka XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wiem, że krótka! >< Następna będzie już długa! To na pewno xD A czy się ta mgła wyjaśni....tego nie wiem, ale na pewno znów coś tam wepchnę.

      Yay~ <33 To w takim razie mi się tak wydawało..ale to pewnie dlatego, że ząb, a poza tym czytałam wcześniej książkę xD

      Usuń
    2. No ja mam nadzieję, że będzie długa~ XD
      więc czekam aż będziesz mieć wenę i zaczniesz VI rozdział...kurde niedługo mnie z rozdziałami przegonisz D<

      Usuń
    3. Hehehehe >D
      Weź...jak ja numeruję rzymskimi cyframi to co będzie jak dojdę do jakiegoś 46 rozdziału lub coś takiego xD

      Usuń
    4. ja też rzymskimi numeruje XD
      I NIE DAM SIĘ PRZEGONIĆ D<

      Usuń
    5. To zobaczymy kto szybciej napisze szósty rozdział xDD

      Usuń
  2. Jak widać i Syriusz ma jakieś sekrety. Chyba nie najweselsze skoro nie chce się nimi dzielić z przyjaciółmi. Strasznie szybko załatwiłaś ten rok. Brakuje mi tu tylko odrobiny romansu, bo ten z Jamesem i Lilly na razie to nic ciekawego. Chłopcy są jeszcze tacy dziecinni.
    Jeśli znajdziesz czas to zapraszam do mnie - http://stregabiancayaoi.blogspot.com - komedia yaoi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie ta ich dziecinność jest powodem, dla którego wszystko było takie przyspieszone. Teraz mają po 15-16 lat więc już będę mogła się trochę rozpisać o uczuciach i tym podobnych sprawach.

      Usuń
  3. Kiedy natępna notka? ;)

    Zapraszam do mnie http://harrymione-diary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń